Droga nie wybrana…

Tak, tak kochani. Może nie piszemy do Was za często, za co już nawet nie mamy  nawet zamiaru przepraszać (bo to bez sensu, skoro nie możemy obiecać poprawy), ale jak już napiszemy, to od serca i z pasji. Ot tak, kiedy nas najdzie i bardzo chcemy się czymś z Wami podzielić.

I dziś właśnie nadszedł taki dzień.  Chcielibyśmy pokazać Wam…wiersz. Tak wiemy, sami sobie się  z resztą dziwimy, niemniej jednak jest w tym wierszu coś, co sprawia, że chcemy go Wam przedstawić. Nie wiemy czy to tęsknota za wyprawami oraz fakt, że tak prosto i trafnie oddaje on ich sens, czy może fakt, że jest po prostu życiowy ?A może to coś zupełnie innego?

Nie ważne. Tak czy siak, na pewno jest to “coś”.
Z resztą sami oceńcie!

 Robert Frost, przełożył Stanisław Barańczak
“Droga nie wybrana”

Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
Żałując, że nie da się jechać dwiema naraz
I być jednym podróżnym, stałem zapatrzony
W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,

Gdzie wzrok niknął w gęstych krzakach i konarach;
Potem ruszyłem drugą z nich nie mniej ciekawą,
Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
Że rzadziej używana, zarastała trawą;

A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak i w prawo;
Tu i tam takie same były koleiny,
Pełne liści, na których w tej porannej porze

Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.

Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
Nie zjawię się w tym miejscu po raz drugi.
Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,

Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczeszczaną –
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

Pozdrawiamy !